„Mama znowu mówiła: »Trzeba nam dać większy pokój!« – wykrzyknęła Svetlana, nie witając się, już na progu”.

– Mamo, przecież mówiłaś, że potrzebujemy większego pokoju! – krzyknęła Wasylisa, wpadając do przedpokoju, nie zdążywszy nawet się przywitać. Jej twarz płonęła słusznym gniewem, a w dłoniach ściskała klucze do mieszkania, jakby były ostrymi nożami.

Stałem, trzymając się filiżanki z herbatą jak koła ratunkowego. Była piątkowa wieczorna cisza, którą planowałem spędzić w samotności po ciężkim tygodniu, ale wszystko legło w gruzach w ciągu jednej sekundy. Andriej, siedząc na kanapie, zagłębił się w ekran telefonu, jakby próbował zagłuszyć krzyk swojej siostry.

– Wasilisa, już o tym rozmawialiśmy – powiedziałem, starając się zachować spokój, choć w środku wszystko we mnie wrzało. – Andriej i ja mieszkamy w tym pokoju, bo płacimy za mieszkanie. Ty i Wiktor mieszkacie tu już od pół roku za darmo.

– Za darmo?! – wrzasnęła moja szwagierka. – Przecież jesteśmy rodziną! „Czy kupiwszy mieszkanie, uważasz się za królową?”

Wszystko zaczęło się osiem miesięcy temu, kiedy to, oszczędzając przez lata pracy, rezygnując z urlopów i rozrywek, w końcu udało mi się kupić trzypokojowe mieszkanie w spokojnej dzielnicy Moskwy. Andriej był wtedy w pełnym zachwycie, obiecując, że teraz będziemy żyć w dostatku. Wprowadziliśmy się, zadomowiliśmy i pierwsze dwa miesiące były pełne radości.

Potem nadeszła „sytuacja tymczasowa”. Wasilisa i jej mąż Wiktor stracili wynajmowane mieszkanie – właściciele postanowili je sprzedać. Nie spieszyli się z poszukiwaniem nowego lokum, bo „brat” z trzypokojowym mieszkaniem był w pobliżu.

„Zostaną u nas kilka tygodni, dopóki nie znajdą czegoś odpowiedniego” – przekonywał mnie Andrei. „Nie możemy przecież wyrzucić siostry na ulicę”.

Kilka tygodni zamieniło się w miesiąc, a potem w dwa. Siostra zajęła mniejszy pokój i, jakby w bajce, nie spieszyła się z wyjazdem. Ich wymagania rosły jak grzyby po deszczu.

Mama ma rację – kontynuowała Wasilisa, rozsiadając się w fotelu, jakby zasiadała na tronie. Nas jest dwoje, a was dwoje. Mamy więcej rzeczy, mały pokój jest ciasny. Logiczne jest, że zamienicie się pokojami. Poza tym Wiktor chrapie, potrzebuje dobrego materiału dźwiękochłonnego, a w dużym pokoju ściany są grubsze.

Spojrzałem na Andrieja. Nadal „z zapałem” przeglądał telefon, jakby w tej chwili znikał ze świata rzeczywistego. Kiedy trzeba było stanąć na moim miejscu, stawał się niewidzialny.

Kupię Wiktorowi zatyczki do uszu – powstrzymałem się, czując, jak puls w skroni przyspiesza. Ale nie będziemy zmieniać pokoi. To nasze mieszkanie i my decydujemy, gdzie będziemy mieszkać.

Twoje mieszkanie! – krzyknęła szwagierka. Myślisz, że kupiwszy je, stałaś się królową? A co z nami? Jesteśmy przecież rodziną Andrieja!

Nic nie „krzyczę” – zaprotestowałem, czując, jakby ktoś uderzał mnie młotkiem w głowę. Mieszkanie kupione za moje pieniądze, zarejestrowane na moje nazwisko, to ja spłacam kredyt hipoteczny. Mieszkacie tu od sześciu miesięcy za darmo, a ja ani razu nie poprosiłem o ani grosza za media.

Ha! – wykrzyknęła Wasilisa, wymachując rękami. Słyszysz, Andrieusz? Twoja żona narzeka na opłaty za media! Mama ma rację, jej brakuje zarówno pieniędzy, jak i mieszkania!

W końcu Andriej odłożył telefon. Miałem nadzieję, że stanie po mojej stronie, ale on tylko wymamrotał:

Nie kłóćmy się – powiedział, jakby rozmawiał o pogodzie. Może warto to przemyśleć. W końcu w tym małym pokoju jest im ciasno.

Nie mogłam uwierzyć własnym uszom. Mąż, który przysięgał, że będzie moim oparciem, stanął po stronie siostry w swoim własnym mieszkaniu!

Andrzu, mówisz poważnie? – drżał mi głos.

Nie róbmy tego, powiedział, próbując złagodzić sytuację. To przecież rodzina.

Słowo „rodzina” w ciągu ostatnich sześciu miesięcy stało się przekleństwem. Rodzina wymagała ustępstw, cierpliwości, pieniędzy, miejsca, czasu, a w zamian dawała tylko pretensje i nowe wymagania.

„Dokładnie!” – wtrąciła Wasilisa. „Rodzina! Ty, Marina, zupełnie tego nie rozumiesz. Mama zawsze mówiła, że Andriej potrzebuje prostej żony bez ambicji i bez mieszkań. Ktoś musi szanować rodzinę!”

„Ambicje” – tak nazwała moje lata ciężkiej pracy, oszczędzania i rezygnacji z przyjemności dla marzenia o własnym domu. „Prosta” kobieta, jej zdaniem, miała cicho służyć wszystkim krewnym męża i nigdy nie sprzeciwiać się.

Wiesz co, Wasilisa – wstałem, odkładając filiżankę tak mocno, że rozlała się herbata – nie rozumiem już takiej „rodziny”, która tylko bierze i żąda. Nie chcę jej już rozumieć.

Ojej, obraziłaś się! – wykrzyknęła szwagierka. – Andriusz, widzisz? Twoja żona zamierza nas wyrzucić! Mama będzie w szoku!

Teściowa, Tatiana Pietrowna, od pierwszego dnia dała jasno do zrozumienia, że jej nie odpowiadam. Zbyt niezależna, zbyt ambitna, we wszystkim przesadzona. Kiedy kupiłam mieszkanie, jej niezadowolenie tylko wzrosło. „Dobra żona czeka, aż mąż zapewni jej dach nad głową” – mawiała. Nie obchodziło jej, że jej syn w wieku 32 lat nie miał żadnych oszczędności i mieszkał ze mną w wynajmowanym mieszkaniu.

Niech będzie w szoku – powiedziałem, patrząc Vasilisie w oczy. I proszę was, żebyście się wyprowadzili. Macie dwa tygodnie na znalezienie nowego mieszkania.

Co?! – krzyknęła szwagierka. – Andriej, słyszałeś? Ona nas wyrzuciła!

Andriej wyglądał na bladego i zdezorientowanego, najwyraźniej nie spodziewał się takiego obrotu spraw.

– Marino, dlaczego tak ostro? Porozmawiajmy o tym spokojnie.

– Rozmawiamy już od sześciu miesięcy, Andriej. Od sześciu miesięcy znoszę jej niegrzeczność, jej wymagania, jej pretensje. Od sześciu miesięcy czekamy, aż znajdą mieszkanie. Od sześciu miesięcy mam nadzieję, że staniesz po mojej stronie. Ale ty nadal udajesz, że nic się nie dzieje.

Po prostu nie chcę konfliktów w rodzinie.

A ja nie chcę, żeby w moim domu mi mówiono, w którym pokoju mam mieszkać! – mój głos przerodził się w krzyk. Nie chcę, żeby mi wyrzucano mieszkanie, które kupiłam potem, krwią i potem!

– To wy też powinniście być wdzięczni! – wykrzyknęła Wasilisa. – Za to, że mieszkamy w tej dziurze na obrzeżach? Za to, że tłoczymy się w tej malutkiej izbie? To my wyświadczamy wam przysługę, mieszkając tutaj! Wiktor codziennie przemierza całe miasto!

„Dupowata dzielnica na obrzeżach”, jak nazwała mieszkanie, w które włożyłam pięć lat swojego życia. Każdy metr kwadratowy został wypracowany ciężką pracą.

Więc w czym problem? – uśmiechnęłam się. Znajdźcie mieszkanie bliżej pracy Wiktora. Wynajmijcie coś w centrum. Wasylisa zerwała się, trzasnęła drzwiami, a jej głos, już z przedpokoju, drżał z oburzenia: „Pożałujesz!”. Andriej siedział ze spuszczoną głową, nie mogąc spojrzeć mi w oczy. Stałam na środku salonu, ściskając telefon, już wybierając numer agenta nieruchomości, niech znajdzie najemców na drugi pokój. Niech płacą za prawo do mieszkania tutaj. Niech wszystko, co zbudowałam, pozostanie moje. A poniedziałkowy poranek rozpoczął się od telefonu od matki Andrieja: „Zniszczyłaś rodzinę!”. Odłożyłam słuchawkę, otworzyłam okno i wdychałam chłodne powietrze – po raz pierwszy od pół roku poczułam ulgę.