Mały Pan

Synku, muszę wyjechać na pół roku w podróż służbową, tak będzie, a przy okazji zarobię sporo rubli, powiedziała matka Tymofiejowi, Aliona.
Mamo, a daleko wyjeżdżasz? chłopiec lekko spanikował, bo nigdy jeszcze nie zostawał bez mamy, chociaż ma już prawie jedenaście lat.
Wypłacę pieniądze i kupimy z tobą mieszkanie w Tule. Daleko, ale czas minie szybko, kiedy będziesz z babcią Verą, będę z wami w kontakcie – uspokajała syna Alena.

Alena wyjechała, a Tymofiej został z babcią Verą. Mieszkali w tym domu od trzech lat, odkąd zmarł jego ojciec, a jego serce jakoś przestało bić tak samo. Wcześniej mieszkali u babci Galiny, matki ojca, ale po pogrzebie wyrzuciła ich ze swojego mieszkania.

„Wynoś się”, powiedziała Galina do Alony, „chcę mieszkać sama, mam was dość, tym bardziej, że nie mam syna”.
„Gdzie mamy iść?”, zapytała ze łzami w oczach matka, „wiesz przecież, że moja matka dawno umarła”.
„To twoje problemy, nie potrzebuję was już tutaj”, odparła ostro Galina.

Timofiej pamięta, jak pakowali rzeczy, potem przyjechał GAZ66, załadowali skromny bagaż i pojechali do babci Wery do wsi Kuzniecowo, niedaleko Tuli. Wiera była siostrą Alony, mieszkała sama w swoim domu. Tymofiej jej nie znał, zmarła jeszcze przed jego narodzinami, a Wiera była jego kuzynką.

Przez trzy lata mieszkali z babcią Verą. Według niej, życie u nich było „nie do pozazdroszczenia”. Alena zarabiała niewielką pensję, wystarczała na jedzenie i skromne ubrania.

Ciotko Vera, muszę wyjechać na pół roku w podróż służbową, zaopiekujesz się Tymofiejem? Obiecują dobre pieniądze, może nawet kupię małe mieszkanie w Tule.
Dobrze, będę się nim opiekować, gdzie mam się podziać. Masz już dziesięć lat, jesteś posłusznym chłopcem. Jedź, Bóg da, wszystko się ułoży – zgodziła się babcia, biorąc na siebie opiekę nad jedzeniem, szkołą i wszystkim innym.

Timofiej chodzi do czwartej klasy, dobrze się uczy, nie sprawia problemów. Wiera ma syna Andrieja, ma czterdzieści trzy lata, mieszka w Tule w jednopokojowym mieszkaniu, sam, po rozwodzie z żoną. Sam jest sobie winien, ciągle pije, ma słabe zdrowie, opuchniętą twarz, worki pod oczami, jest otyły, ciężko mu chodzi.

Timofiejowi żal Andrieja, jest dobrym i spokojnym człowiekiem, ale babcia ciągle go krytykuje za picie. Przez ostatnie pół roku Andriej nigdzie nie pracował, zwolniono go za nieobecności. Wędruje bez celu, pije z przyjaciółmi, ale w każdą sobotę przyjeżdża do wsi i pomaga w gospodarstwie: rąbie drewno, naprawia bramę, naprawia ogrodzenie.

Wiera straciła już nadzieję, że jej syn kiedykolwiek ponownie się ożeni.

Przestań się lenić, karciła Andrieja, kiedy ten przyszedł, masz już pięćdziesiąt lat, a nadal jesteś tym samym próżniakiem. Znajdź sobie normalną kobietę i żyj spokojnie.
Andriej milczał, od czasu do czasu uśmiechał się i odpowiadał:
Gdzie mam znaleźć normalną kobietę, która mnie weźmie?
Dokładnie, mówiła Wiera, rzuć picie, bo inaczej nikt cię nie polubi. Stań się człowiekiem, a znajdziesz żonę.

W tę sobotę babcia Wiera smaży naleśniki. Tymofiej wiedział, że wujek Andriej uwielbia naleśniki, tak samo jak on sam. W każdy weekend babcia częstuje ich obu, a Andriej koniecznie przyjeżdża z miasta.

Timofiej siedział na niskim krzesełku przy piecu, obserwując, jak Wiera układa naleśniki w duży stos, obficie smarując je masłem. Kiedy ostatni naleśnik był gotowy, powiedziała:
To twój, a Timofiej zrozumiał, że ostatni naleśnik zawsze trafia do niego, bo tak mówiła babcia. Razem jedli naleśniki, pili herbatę i czekali na Andrieja.

Nagle do domu wdarło się szczekanie Barsika, a ktoś głośno zapukał do bramy.

Idę, mruknęła babcia, ubierając się i wychodząc na podwórko, gdzie było zimno.

Kiedy była na ulicy, Tymofiej odłamywał kawałki naleśnika i popijał je gorącą herbatą. Był tak pochłonięty, że nawet nie zauważył, jak Wiera weszła do domu ze łzami w oczach.

Babciu, co się stało?
Timofiej, wujek Andriej umarł, szepnęła, nie zdejmując górnej części ubrania, i poszła do pokoju.

Jak umarł? A co zrobimy z naleśnikami? Jest ich tak dużo, zapytał oszołomiony chłopiec, patrząc na górę naleśników.

Nie zdążył jeszcze zdać sobie sprawy z tragedii, gdy usłyszał głośny płacz dochodzący z pokoju. Sam zaczął płakać, podszedł do kanapy, na której siedziała babcia, położył jej rękę na plecach i płakał jeszcze mocniej.

Płakali długo, ale potem Wiera uspokoiła się, wstała, a Tymofiej przyniósł jej szklankę wody. Babcia poprosiła, aby wezwano wujka z Tuli, aby pomógł w organizacji pogrzebu. Timofiej przez cały wieczór milczał, siedział przy oknie i patrzył na pustą drogę, jakby czekał, że ktoś znów zapuka do bramy i wszystko okaże się snem. Rano zjedli z babcią ostatnie zimne naleśniki bez masła i nie rozmawiali już o tym, co się wydarzyło.