— Jeśli będziesz się sprzeciwiać, mój syn wyrzuci cię na ulicę — oświadczyła teściowa, zapominając, w czyim to mieszkaniu się znajdują.

Pewnego razu, dawno temu, w spokojnej dzielnicy Moskwy, w mieszkaniu przy Sadowym Kołcu, rozegrała się scena, którą Arsenij Pietrowicz do dziś wspomina z goryczą.

Jeśli będziesz się sprzeciwiać, mój syn wyrzuci cię na ulicę!* – oświadczyła teściowa, jakby zapomniała, czyje to mieszkanie.

Waria, upiecz jutro na obiad placek z kapustą * – ogłosiła Lidiya Siemionowna, wchodząc do kuchni i siadając przy stole. * Dawno nie jadłam porządnych wypieków, a ty ciągle gotujesz jakieś zagraniczne potrawy. *

Waria oderwała się od kuchenki, na której smażyła kotlety. Teściowa siedziała z typowym dla siebie niezadowolonym wyrazem twarzy, poprawiając swój ciemno-bordowy sweter.

Mam alergię na kapustę, Lidio Semionowna,* – odpowiedziała spokojnie Waria, odwracając kotlet. * Nie będę jej piec.*

Jak to nie będziesz?* – głos teściowej stał się ostry. * Proszę cię, a ty odmawiasz? Kim jesteś, żeby sprzeciwiać się starszym? Za moich czasów synowe okazywały szacunek!*

Tu nie chodzi o szacunek,* – Waria przeniosła patelnię na inną płytę. * Jeśli przygotuję kapustę, dostanę ataku. Piecz sama, jeśli tak bardzo chcesz.*

Sama?* Lidia Siemionowna zerwała się z krzesła. * Nie jestem twoją służącą! Jesteś gospodynią, więc gotuj, co ci każą! A twoja alergia to tylko wymówka. Po prostu leniwisz się zajmować się ciastem!*

Lidio Siemionowna, co tu ma do rzeczy lenistwo?* Waria odwróciła się do niej. * Codziennie gotuję, sprzątam, piorę. Ale placka z kapustą nie zrobię, fizycznie nie dam rady!*

Nie możesz, czy nie chcesz?* Teściowa zrobiła krok w jej stronę, mrużąc oczy. * Myślisz, że skoro mój syn się z tobą ożenił, możesz mi rozkazywać? Zobaczymy, kto tu rządzi!*

W przedpokoju zabrzmiały klucze – wrócił Arsenij. Lidiya Semionowna natychmiast przybrała na twarzy wyraz cierpienia.

Arsiu, synku,* rzuciła się do niego. * Dobrze, że przyszedłeś. Twoja żona zupełnie się zuchwała! Proszę ją, żeby upiekła ciasto, a ona jest niegrzeczna, odmawia!*

Arsenij zdjął płaszcz i zmęczonym wzrokiem spojrzał na żonę, która stała przy kuchence z napiętą miną.

Waria, o co chodzi?* – zapytał, wieszając płaszcz w szafie. * Dlaczego odmawiasz mamie?*

Mam alergię na kapustę, Arsenij,* powiedziała cicho Waria. * Już wyjaśniłam to Lidii Semionownej.*

Alergia? Jaka alergia?* Arsenij machnął ręką. * Mamo, nie martw się. Waria jutro upiecze ciasto. Prawda, kochanie?*

Waria w milczeniu spojrzała na męża, a potem na teściową, która uśmiechała się triumfalnie. Serce ścisnęło jej się z urazy.

Nie, nie upiekę,* powiedziała stanowczo, zdejmując fartuch i kierując się w stronę drzwi. * Zjedzcie kolację sami.*

Wyszła do sypialni i zamknęła za sobą drzwi. Za ścianą słychać było stłumioną rozmowę. Arsenij i jego matka spokojnie jedli kolację, omawiając sprawy domowe. Jakby nic się nie stało. Jakby jego żona nie wyszła zdenerwowana, a po prostu rozpłynęła się w powietrzu.

Rano Waria wstała wcześniej niż zwykle. Lidiya Semionowna jeszcze spała, w domu panowała niezwykła cisza. Arsenij siedział przy kuchennym stole z filiżanką kawy, przeglądając wiadomości na telefonie.

Arsenij, musimy porozmawiać,* – Waria usiadła naprzeciwko niego, składając ręce. * To poważna sprawa.*

Odwrócił wzrok od ekranu, marszcząc brwi.

O czym?*

O twojej matce,* – Waria wzięła głęboki wdech. * Mam dość ciągłego czepiania się. Lidia Siemionowna krytykuje wszystko: jak gotuję, jak sprzątam, w co się ubieram. Mam dość podporządkowywania się jej w naszym własnym domu.*

Waria, o czym ty mówisz?* Arsenij odłożył telefon. * Mama zachowuje się normalnie. To po prostu jej nawyki.*

Nawyki?* Głos Warii stał się ostrzejszy. * Tak nazywasz rozkazywanie dorosłym ludziom? Arsenij, może czas wynająć mamie osobne mieszkanie? Niech mieszka sama? Jesteśmy jeszcze młodzi, potrzebujemy własnej przestrzeni.*

Arsenij uderzył filiżanką o spodek.

Proponujesz wyrzucić moją matkę na ulicę?* w jego głosie zabrzmiała stal. * To ona poprosiła, żeby z nami zamieszkać, a ty ją wyrzucasz?*

Nie to powiedziałam,* Waria wyciągnęła do niego rękę, ale on się cofnął. * Po prostu osobne mieszkanie. Moglibyśmy pomóc z czynszem*

Posłuchaj, nie podoba mi się to,* Arsenij wstał i zaczął się zbierać do pracy. * Mama nikomu nie przeszkadza. Wręcz przeciwnie, ułatwia życie, gotuje, pomaga w domu.*

Kiedy ona gotuje?* Waria też wstała. * Arsenij, otwórz oczy! Ja pracuję, wracam, gotuję obiad, sprzątam, piorę. A twoja matka tylko krytykuje!*

Dość tego,* przerwał jej ostro, zakładając marynarkę. * Nie chcę tego więcej słuchać. Mama zostaje z nami. Kropka.*

Drzwi zatrzasnęły się za nim z metalicznym brzękiem. Waria została sama w kuchni, wpatrując się w niedopitą kawę męża. Gorycz tej rozmowy rozlewała się w niej, niczym ten ostygnięty napój. Powoli wzięła filiżankę, umyła ją i odstawiła do wyschnięcia.

Ta niesprawiedliwość doprowadzała ją do szału. Teściowa oddała swoje mieszkanie córce. A potem nalegała, żeby zamieszkać z nimi. A Arsenij nie widział w tym nic dziwnego! Waria zmęczyła się życiem pod czujnym okiem jego matki.

Pół godziny później w kuchni pojawiła się Lidiya Semionowna. Jej włosy były starannie ułożone, a szlafrok zapięty na wszystkie guziki. Na twarzy malowało się skrajne niezadowolenie.

No i jaką scenę tu urządziłaś,* zaczęła teściowa bez wstępów. * Jaka zła! Myślałaś, że syn cię wesprze?*

Waria w milczeniu nalała sobie herbaty, starając się nie reagować.

Widzisz?* kontynuowała Lidiya Semionowna, siadając przy stole. * Syn stanął po mojej stronie! To znaczy, że rozumie, kto tu rządzi. A skoro tak, to musisz mnie słuchać!*

Waria postawiła czajnik nieco ostrzej, niż planowała. Podeszła do okna i wyjrzała na szary moskiewski dziedziniec, gdzie śnieg powoli topniał pod ciężkimi kroplami spadającymi z okapu. Potem przeniosła wzrok na swoje odbicie w szybie – blade, zmęczone, ale z płonącymi oczami.
To ja tu rządzę – powiedziała cicho Waria, nie odwracając się. I odchodzę.
Dwie godziny później jej rzeczy były już spakowane do walizek. Arsenij, po otrzymaniu wiadomości, dzwonił raz po raz, ale Waria nie odbierała.
A w mieszkaniu przy Sadowym Końcu w końcu zapanowała cisza, w której nie było już miejsca na obcy głos, obcą wolę.