Inny mem – dzieło kogoś innego!

Nieoczekiwanie

„Krzycz, ile chcesz! Urodziłam cię na własną głowę, a teraz cierpię!” – usłyszała Amra ochrypły głos sąsiadki z góry, gdy tylko weszła do klatki schodowej.

„Mamo-o-o-o” – natychmiast rozległ się płacz dziecka, a serce Amry ścisnęło się z żalu.

„Zamknij się już! Czego chcesz?!” – ponownie ryknęła sąsiadka Laura, a potem coś upadło na podłogę.

Amra powoli minęła swoje drzwi i weszła kilka stopni wyżej. Przeszła jej przez głowę myśl, żeby zapukać i zaproponować pomoc, ale zawahała się…

…Amra wyszła za mąż wcześnie, w wieku osiemnastu lat. Wtedy wydawało się, że to z miłości. Ale życie rodzinne nie przypominało jej marzeń. Rok później zrozumiała swój błąd. Mąż wracał do domu nad ranem, pijany.

Na początku znosiła to, mając nadzieję, że może się zmieni. Ale pewnego razu, wracając wcześniej, zastała w łazience obcą kobietę.

Nie krzyczała. Po prostu spakowała rzeczy i wyszła. Mąż nawet nie próbował jej zatrzymać. Szła ulicą z torbą, nie wiedząc, dokąd iść.

Mogła pojechać do matki, ale tam mieszkał ojczym i dwaj bracia w ciasnym mieszkaniu. Nie miała bliskich przyjaciół.

„Zatrzymam się w hotelu, a jutro znajdę mieszkanie” – szepnęła do siebie.

Reflektory samochodu oświetliły chodnik.

„Dziewczyno, potrzebujesz pomocy?” Odwróciła się. Z okna wyglądał mężczyzna około czterdziestki.

„Nie, dziękuję” – Amra przyspieszyła kroku.

Deszcz się wzmógł. Żaden sklep nie był otwarty.

„Proszę wsiąść, podwiozę panią” – znów usłyszała jego głos.

„Nie mam daleko”.

„Jako lekarz mówię, że się pani przeziębi”.

Poddała się i usiadła. Serce waliło jej jak młot.

„Dokąd jechać?”

„Ja”

„Nie wiesz?” – skinął głową w stronę mokrej torby.

Zaczerwieniłam się i spuściłam wzrok.

„Jedźmy do mnie” – powiedział niespodziewanie, zawracając samochód.

Serce zaczęło mi bić szybciej.

„Nie bój się, mam dyżur. Jutro wszystko wyjaśnimy. Nazywam się Astamur. A ty?”

„Amra” – odpowiedziała, czując się niezręcznie.

Godzinę później siedziała na kanapie, przykryta kocem, z filiżanką kawy. Astamur odjechał. Mieszkanie było puste, bez śladu żony.

Znalazła ogłoszenie o wynajmie mieszkania i umówiła się na rano. Zasnęła.

Obudził ją zapach kawy.

„Dzień dobry!” – wyszła do kuchni.

„Dzień dobry! Jak spałaś?” – uśmiechnął się.

„Dobrze. Dzisiaj wynajmuję mieszkanie”.

„Jeśli coś, to pomogę”.

„Już pomógł pan”.

„Jestem lekarzem, przyzwyczaiłem się ratować. Pij, bo ostygnie”….

Amra wzięła urlop, znalazła przytulne mieszkanie niedaleko pracy. Podpisała umowę, wprowadziła się.

Jedynym minusem była hałaśliwa sąsiadka Laura, która nocami urządzała imprezy.

„Kupiłaś to mieszkanie?” – zapytała kiedyś sąsiadka.

„Nie, wynajmuję”.

„I dobrze! Mieszka tu Laura. Nie ma męża, ma czworo dzieci z różnych związków. Pije, żyje z zasiłku. Starsze dzieci oddała do sierocińca, a nowe urodziła i krzyczy przez całe dnie”.

„Tak, słyszałam” – westchnęła Amra.

Podeszła do drzwi Laury, sięgnęła po dzwonek, drzwi się otworzyły.

„Czego chcesz?!” krzyknęła Laura.

„Jestem sąsiadką, chciałam pomóc”.

„Pomóc? Jesteś z opieki społecznej?”.

„Nie. Dziecko płacze”.

„Płacze bez końca. Słuchaj, dasz mi dwieście apsarów?”. Amra wyciągnęła pieniądze.

„Świetnie!” Laura zatrzasnęła drzwi i pobiegła na dół.

Amra weszła do mieszkania. Panował w nim chaos. W pokoju siedział skulony chłopiec.

„Kim jesteś?” – zapytał przestraszony.

„Jestem Amra, sąsiadka. Jesteś głodny?”

Skinął głową.

Przyniosła jedzenie. Chłopiec, Almasbek, jadł łapczywie.

W oknie zobaczyła Laurę z torbą.

„Twoja mama idzie. Muszę już iść”.

„Mhm” – spojrzał na nią wielkimi oczami.

Następnego dnia przed domem stała karetka i policja.

„Laura się upiła!” – powiedziała sąsiadka.

„A chłopiec?”

„W sierocińcu, gdzieżby indziej!”

Amra wbiegła do klatki schodowej. Policjant ją zatrzymał.

„Jestem sąsiadką. Gdzie jest Almasbek?”

„Tam jest kobieta z opieki społecznej”.

„Mogę do niego?”

„Proszę iść”.

„Gdzie go zabierają?” – zapytała Amra pracownicę socjalną.

„Do schroniska, a potem do sierocińca”.

„A czy mogę go adoptować?”

„Jest pani krewna?”

„Nie, sąsiadka”.

„Teoretycznie tak. Ale procedura jest skomplikowana”.

Amra zaczęła odwiedzać Almasbeka. Zbliżyli się do siebie, ale opieka odmówiła: nie ma męża, mieszka w wynajmowanym lokalu.

Pewnego dnia, wychodząc z opieki społecznej, usłyszała:

„Pomóc?” Astamur stał obok.

„Nie zauważyłam cię!”

„A ja widziałem cię już dawno temu”.

Zaczęli się spotykać. Okazało się, że nie może mieć dzieci. Przed ślubem Amra opowiedziała o Almasbeku.

Pobrali się, złożyli dokumenty. Kilka miesięcy później chłopiec otrzymał nazwisko, imię ojca Astamurowicz i kochających rodziców.

Wpis z pamiętnika:
Czasami najbardziej nieoczekiwane zbawienie przychodzi od tych, których się nie spodziewasz. Dobroć zmienia losy, nawet jeśli na początku wydaje się, że nie ma szans.