Mój drogi synu, Siergieju, czujesz, jak moje lata topnieją niczym śnieg pod wiosennym słońcem? Proszę, bądź cierpliwy, jakbyś czekał na świt nad rzekami Moskwy.
Wyobraź sobie, że w jednej z moich chwil zaćmienia nagle znajdę się w cieniu alei brzozowej, gdzie będę potrzebował twojej pomocy. Wiedz, że te chwile będą się mnożyć jak okruchy chleba w zimowej owsiance.
Nie gniewaj się, jeśli zacznę powtarzać tę samą bajkę, jakbym opowiadał ją po raz czwarty, piąty, siódmy. Przypomnij sobie, jak w dzieciństwie uczyłem cię szeptem wymawiać pierwsze litery, jak raz po raz przeglądałem alfabet, aż „A” stało się twoim przyjacielem. Pamiętaj, ile razy wyjaśniałem to samo, aż twój umysł zrozumiał sens. Nie męczyło mnie to, ponieważ byłeś moim synem, moim „krwistym” kawałkiem chleba.
A teraz, kiedy szepczę, po prostu słuchaj, nawet jeśli wydaje ci się, że już słyszałeś te dźwięki w swoim śnie.

Nie gniewaj się, jeśli moje kroki zwalniają, jakbym szedł po mokrym asfalcie w deszczowy wieczór w Sankt Petersburgu, a nogi nie chcą mnie słuchać. Pamiętaj, jak trzymałem twoją małą dłoń, uczyłem cię stawiać pierwsze kroki, jak niepewnie szedłeś, a ja cię podtrzymywałem, nie pozwalając upaść. Pamiętaj, jak biegłeś po trawniku, a ja, jak w starej bajce, doganiałem cię, śmiałem się i łapałem w ostatniej chwili, ratując przed upadkiem.
Teraz nie jestem już szybki i silny, ale w środku nadal jestem tym samym ojcem, żyjącym w sercu, gdzie rozbrzmiewają dzwonki ze starego kościoła.
Nie potępiaj mnie, jeśli nie potrafię utrzymać domu w takim blasku jak dawniej, jeśli zapominam, gdzie schowałem rubla w szkatułce, jeśli moje ręce nie radzą sobie tak zręcznie z obowiązkami. Pamiętaj, ile nocy nie spałem, opiekując się tobą, kiedy byłeś chory, jak nosiłem cię na rękach, kiedy miałeś gorączkę, jak szukałem najlepszych lekarzy w klinice na Puszkinskiej, żebyś szybciej wyzdrowiał.
Byłem zmęczony, ale nigdy nie narzekałem, bo byłeś moim synem, moją „krwią”, moją dumą.
Bądź cierpliwy, jeśli nie nadążam za nowymi technologiami, jeśli nie rozumiem, jak działa telefon z ekranem dotykowym lub laptop z jasnym ekranem. Jeśli pytam o to samo kilka razy, daj mi czas, wyjaśnij jeszcze raz, powstrzymaj irytację. Pamiętaj, jak uczyłem cię wiązać sznurowadła, jak pokazywałem, jak trzymać łyżkę, jak wyjaśniałem, jak działa świat, powoli, z miłością, jak w starej bajce.

Nie potępiaj mnie za to, że nadal się o ciebie martwię, mimo że jesteś już dorosłym mężczyzną. Nadal czekam na twoje telefony, myślę o tobie, modlę się, żeby wszystko było w porządku. A jeśli pytam, co jadłeś, jak minął dzień, czy wyspałeś się, nie zbywaj mnie. Zrozum: dla mnie zawsze będziesz moim chłopcem.
Kiedyś zrozumiesz, jak to jest czekać, aż dziecko spóźni się do późna, słyszeć skrzypienie kroków za drzwiami i cieszyć się, że wróciło do domu całe i zdrowe, jak w bajce o wilku i siedmiu koźlętach.
Wiem, że nadejdzie dzień, kiedy stanę się zbyt słaby, kiedy nie będę w stanie zadbać o siebie tak jak wcześniej. Nie wiem, jaki będę – może zapominalski, może kapryśny, może prawie niemy. Ale proszę: nie odwracaj ode mnie wzroku w tej chwili.
Pamiętaj, jak zmieniałem ci pieluchy, kiedy byłeś malutki. Jak kołysałem cię, kiedy płakałeś. Jak chroniłem cię, kiedy bałeś się nocy.
Jeśli zacznę robić coś inaczej, jeśli zmienią się nawyki, jeśli słowa się pomylą, nie gniewaj się, nie smuć się, nie trać cierpliwości. Po prostu bądź przy mnie, jak wierny kotek Murka przy ciepłym palenisku.

Kiedy nadejdzie moja ostatnia godzina, kiedy opuszczę ten świat, nie smuć się. Wiedz, że byłem szczęśliwy, ponieważ miałem ciebie, mojego syna, moją dumę, moją miłość.
Niech w pamięci pozostaną nasze najjaśniejsze dni, jak światła choinki noworocznej. Niech zapamiętasz mnie jako silnego, kochającego, troskliwego.
Jestem ci wdzięczny za każdą chwilę spędzoną razem.
A póki jeszcze możemy patrzeć sobie w oczy, wiedz: kocham cię, Siergieju, zawsze.
