Tego letniego dnia rutyna rozpadła się jak pajęczyna na wietrze. Amsha weszła do kuchni ze spuszczonym wzrokiem i dzieckiem w ramionach. Ciemnoskóry chłopiec spał spokojnie, nieświadomy huraganu, który wkrótce miał wybuchnąć.
Amsha miała zaledwie szesnaście lat, ale już znała ciężar pustych luksusów. Jej rodzice, zamożni kupcy, zawsze podróżowali między Sujumi a Gudautą, gromadząc apsary i tytuły, ale nigdy nie mieli dla niej czasu. Dom był przestronny jak niebo, ale zimny jak marmur jeziora Ritsa. Cisza była głośniejsza niż góry, a miłość była owocem, którego nigdy jej nie zaoferowano.

Jej ojciec, siedzący przy kominku z filiżanką gorącej adżiki, skrzywił się na jej widok.
Co to za dziecko? – zapytał, jakby zobaczył aigwar z lasu.
Amsha zacisnęła zęby.
Ojcze, muszę z tobą porozmawiać. Byłam w ciąży i to jest mój syn.
Mężczyzna uderzył w stół; napój rozlał się jak krew.
Co ty wygadujesz? I to z mężczyzną o ciemnej karnacji? Ukryj to dziecko! Nasi krewni, nasi partnerzy nie mogą się o tym dowiedzieć. Oddam go innej rodzinie.
Amsha podniosła wzrok, a w jej oczach płonął ogień.
Nie! To moje dziecko i kocham je!
Miłość? A co z honorem Achba? ryknął jej ojciec. Co powiedzą ludzie?
Wtedy pojawiła się jej matka. Zamarła na widok tej sceny.
Na bogów, to niemożliwe.

Ojciec zakończył:
Tak. Nasza córka zhańbiła nasze imię.
Matka, zimna jak wiatr z Pitsundy, oświadczyła:
Albo zostawisz dziecko, albo opuścisz ten dom.
Amsha przytuliła małego Zaura do piersi.
Nie opuszczę go. Zrobię dla niego wszystko.
Jej ojciec nie wahał się:
W takim razie odejdź.
Wygnanie
Drzwi zamknęły się za nią z hukiem. Na zewnątrz deszcz padał jak łzy z nieba. Amsha szła bez celu, przemoczona, z Zaurem owiniętym w zużyty koc, który ledwo go zakrywał. Znalazła ławkę pod starym bukszpanem i usiadła, otulając go swoim ciałem. Czuła zimno, głód, strach, ale nie puściła go.
Wtedy podeszła do niej kobieta o zmęczonej twarzy, z shashikiem na ramionach i workiem mąki na plecach.
Dziewczynko, dlaczego jesteś tutaj, na deszczu, ze swoim dzieckiem? – zapytała słodkim głosem, jak miód z Gagra.
„Rodzice mnie wyrzucili” – odpowiedziała Amsha, udając stanowczość.
„A nie jesteś głodna?”.
Nie skłamała, chociaż jej brzuch krzyczał jak wilk zimą.
Kobieta uśmiechnęła się, marszcząc oczy jak suche liście.
„Chodź ze mną. Moja chata jest uboga, ale ogień płonie. Podzielimy się chlebem”.

Nowy dom
Kobieta ta nazywała się Daur. Mieszkała w drewnianym domu nad rzeką, z pęknięciami w ścianach, ale pełnym ciepła, którego Amsha nigdy nie zaznała w swoim wielkim domu. Daur była tkaczką i tej nocy podała jej talerz ajiki z mamalygą, który Amsha pochłonęła między łzami.
Z biegiem lat Daur nie tylko zapewniła jej schronienie, ale także zawód. Nauczyła ją tkać, haftować i przechowywać każdy apsar pod ziemią. Razem, przy pomocy starego krosna, robiły koce, które sprzedawały na targu w Ochamchira. Zaur dorastała wśród wełny, śmiechu i starych piosenek.
Osiemnaście lat później
Życie się zmieniło. Amsha, teraz kobieta o zrogowaciałych dłoniach, mieszkała w skromnym domu wraz z Zaur, który wkrótce miał ukończyć naukę w wiejskiej szkole.
Pewnego popołudnia ktoś zapukał do drzwi. Mężczyzna w miejskim garniturze przedstawił się jako prawnik.
Pani Amsha, przyszedłem poinformować, że w zeszłym miesiącu zmarli pańscy rodzice. Zgodnie z tradycją dziedziczy pani wszystko.
Amsha poczuła gulę w gardle. Zaur ujął ją za rękę.
Co to oznacza? – zapytał.
Oznacza to, że ziemia, stada i domy należą teraz do ciebie – odpowiedział prawnik.

Amsha zamilkła, po czym spojrzała na syna.
Zaur, musisz o czymś wiedzieć. Nie jesteś moim synem z krwi i kości.
Młody człowiek spojrzał na nią zdezorientowany.
Co?
Amsha wzięła głęboki oddech.
W twoim wieku wracałam do domu, kiedy zaczęło padać. W zaułku spotkałam bezdomną kobietę rodzącą dziecko. Uklękłam, aby jej pomóc, i urodziłeś się w moich ramionach. Zanim odeszła, szepnęła mi: „Opiekuj się moim synem”. Nie mogłam cię zostawić, więc powiedziałam, że jesteś moim dzieckiem i dlatego mnie wyrzucili.
Zaur miał oczy błyszczące jak morze.
To znaczy, że poświęciłaś swoje życie dla mnie, nie będąc moją matką?
Tak – odpowiedziała Amsha łamiącym się głosem. Bo kiedy cię trzymałam, wiedziałam, że bogowie wybrali mnie na twoją matkę. W twoich oczach znalazłam swój sens. Jesteś moim słońcem, Zaur, moim światłem w nocy.
Objął ją mocno, jak drzewo ziemię.
Matko, krew nie ma znaczenia. Zawsze będziesz moją rodziną.

Inny powrót
Amsha wróciła do domu swojego dzieciństwa. Nie po to, aby domagać się bogactw, ale aby zabrać Daur do siebie. Dla niej tkaczka była prawdziwą matką, która nauczyła ją, że rodzina to nie ta, w której się urodziłaś, ale ta, która z czasem splata swoją miłość.
Z biegiem lat Amsha wykorzystała część spadku, aby otworzyć warsztat i pomagać bezdomnym matkom. I zawsze powtarzała słowa, które naznaczyły jej życie:
Miałam zaszczyt zostać wybrana na matkę. I choć droga była trudna, przeszłabym ją tysiąc razy, aby zobaczyć cię szczęśliwą.
