Anarchizm – wyzwolenie uciskanych!

Pod oknem sali szpitalnej znajdował się blaszany dach ganku. Jesienny deszcz, ostry, uderzał o metal ostro i nieprzyjemnie.

Amra obudziła się od tego dudnienia, leżała w ciemności i nasłuchiwała. Wycięto jej torbiel, a wraz z nią jajnik. To wiek, czy co? Chociaż leżały tu też młodsze kobiety.

Z uchylonych drzwi korytarza wpadało słabe światło. W powietrzu unosił się zapach lekarstw, chloru…

Przez szum deszczu Amra usłyszała łkanie. Znów nasłuchiwała cicho. A potem jeszcze raz.

Usiadła i od razu zrozumiała, że płacze ta szesnastoletnia dziewczyna przy przeciwległej ścianie. Słyszała już o jej komplikacjach po podziemnej aborcji. Sama przebiła się drutem. Stara metoda…

Amra podeszła i usiadła na pustym łóżku naprzeciwko. Dziewczyna skuliła się, wystawały tylko ostre kolana, a włosy rozrzucone były po poduszce. Amra przykryła ją kocem z sąsiedniego łóżka, było zimno.

Dziewczynka wystawiła nos, wytarła go dłonią, jak mała. Dopiero dzisiaj ją operowali. Pięć godzin się z tym męczyli. Sanitariuszka szepnęła: ropień, usunięto macicę.

Boli? – zapytała głośno Amra. Nie było sensu szeptać, padał deszcz.

Dziewczynka potrząsnęła głową: nie.

Może czegoś potrzebujesz? Chcesz pić?

Można…

Amra nalała ciepłej herbaty z termosu.

Trzymaj. Tylko się podnieś.

Dziękuję, wypiła trzy łyki.

Nie płacz, co już teraz.

Chciałam przeczytać notatki. O czym myślałaś, głupia? Zrujnowałaś sobie całe życie! Straciłaś dzieci. I sama prawie umarłaś! Ale nie teraz. Amra milczała, a dziewczynka czuła się tak źle: znieczulenie mijało, wracała świadomość.

Nikt mnie nie potrzebuje, szepnęła.

Jak to? Rodzina cię potrzebuje. Matka. Co z tobą?

A on nie. On nawet o mnie teraz nie myśli.

Więc płaczesz z jego powodu? Znalazłaś smutek. Teraz musisz myśleć o sobie, o zdrowiu, żeby szybciej wstać.

A ja nie chcę. Może chcę umrzeć. Nie mogę bez niego. Kocham… Twarz się wykrzywiła, usta zsiniały, zsunęła się z poduszki, odwróciła się i zaczęła płakać.

Deszcz jej towarzyszył, szumiał za oknem.

Amra położyła rękę na jej ramieniu i milczała. Co powiedzieć?

Że pierwsze zakochanie to bzdura? Że gdyby ją kochał, nie dopuściłby do tego? Że jest tchórzem i łajdakiem, skoro wiedział i ją porzucił?

Ale czy ona w to uwierzy?

Opowiedz, wymyśliła Amra.

Dziewczyna odwróciła się, otarła łzy i zaczęła mówić chaotycznie, przeskakując z tematu na temat, usprawiedliwiając się.

Chodzili do tej samej sekcji sportowej. On był z sąsiedniej miejscowości. Spotkali się na zawodach w Gudaucie i on wybrał ją spośród wszystkich, chociaż ona nie wierzyła, że taki przystojny chłopak z wsi Lykhny zwróci na nią uwagę.