Nie waż się jej dotykać!
Babcia zadzwoniła cienkim, niemal dziecięcym głosem:
Amina, przyjedź jak najszybciej…
Serce natychmiast spadło jej do stóp, jakby było kamieniem. Taki głos Amina słyszała tylko raz, kiedy zmarł dziadek. Wtedy cała rodzina w pośpiechu szukała strojów żałobnych, ponieważ tylko Daur, jej brat, który w młodości nosił wyłącznie ciemne kolory, miał czarne ubrania. Potem długa droga w dusznym minibusie, obca, zimna mieszkanie. Dziadek był utalentowanym rzeźbiarzem w drewnie, miał wielu przyjaciół, ale w ostatnią drogę odprowadziła go tylko córka. Głos babci brzmiał wtedy dokładnie tak samo.
Co się stało? – zapytała drżącym głosem Amina, wyobrażając sobie, jak Aslan się zdenerwuje, jeśli znów trzeba będzie przełożyć ślub. Pierwszy raz przełożono ją, ponieważ pojechała z przyjaciółkami w góry i złamała rękę. Aslan krzyczał wtedy, że jego rodzice już kupili bilety, wzięli urlop, a ona… Przecież ostrzegał: nie wspinaj się, jeśli nie umiesz!
Ale teraz na pewno nie była w niczym winna. Mimo to poczucie winy nadal ją przytłaczało.
Babcia zachorowała. Właśnie wróciła ze szpitala, wyniki badań są złe.
Amina wiedziała, że babcia miała badania. Gdyby babcia zaczęła od tego, oczywiście byłaby smutna. Ale teraz… Teraz jest nawet łatwiej: skoro nikt nie umarł, nie trzeba przekładać ślubu. Wręcz przeciwnie, trzeba zdążyć, póki babcia…

Ścisnęło mnie w gardle. Bałam się nawet o tym pomyśleć. Babcia zawsze była przy mnie. Mama opowiadała, jak po odejściu dziadka, który zostawił je bez grosza, pracowała bez wytchnienia, żeby córka niczego nie potrzebowała. Dopiero gdy mama skończyła siedemnaście lat, „wielki” rzeźbiarz raczył jej pomóc. A wcześniej tylko ręce babci. I teraz nadal podrzuca pieniądze mamie, albo im z Dauriem. Skąd ona to bierze ze swojej skromnej emerytury?
Zaraz przyjadę.
Babcia przywitała ją radośnie, nawet żartowała:
Nie martw się, kochanie, wszystko będzie dobrze. Będą leczyć, może to pomoże. Szkoda tylko, że całe życie nosiła warkocz, nie wyobrażam sobie siebie bez niego.
Włosy babci były naprawdę bujne, gęste i długie. Chociaż w ostatnich latach posiwiały.
Pomalujemy je przed ślubem? zaproponowała Amina. Bądź najpiękniejsza!
Babcia ucieszyła się, ale od razu sięgnęła po portfel.
Ależ babciu, nie trzeba! Sama kupię!
Jak to „sama”? Ślub tuż tuż, przecież wiem, jak wszystko teraz drogie. Bierz, nie kłóć się. A propos, mam dla ciebie prezent, poczekaj.
Przeszukiwała szafę, szeleszcząc torebkami, aż wyjęła małą różową.
Przez trzy miesiące robiła na drutach, oczy już nie są takie same, powiedziała, a Amina poczuła, jak babcia się denerwuje, czekając na jej reakcję.

W torebce leżała zwiewna biała peleryna, nieco staromodna, ale tak wzruszająca, że Amina od razu postanowiła założyć ją na ślub.
Dziękuję, babciu, jest po prostu cudowna!
A Leila powiedziała, że nie założysz czegoś takiego, mruknęła urażona babcia. Zawsze była niezadowolona ze wszystkiego. Pamiętam, uszyłam jej sukienkę, żółtą, z rękawami, a ona celowo oblała ją atramentem, żeby tylko nie musieć jej nosić…
Głos się załamał, a Amina pośpiesznie ją uspokoiła, mówiąc, że mama zrobiła to przypadkowo. Kłamstwo przyszło jej łatwo.
Podczas rozmowy, picia herbaty i farbowania włosów niepostrzeżenie nastał wieczór. Amina zostawiła telefon w korytarzu i nie słyszała dzwonków. Zresztą kto mógł dzwonić? Usłyszała pukanie do drzwi i pobiegła otworzyć, zauważając po drodze kilkanaście nieodebranych połączeń.
Na progu stali Daur i jego najlepszy przyjaciel Timur. W rękach trzymali pudełko, a w nim rudego kotka o ciekawskich oczach.
Lali Akhrapovna, proszę zobaczyć, co przynieśliśmy! – zawołał Timur.
Babcia westchnęła, a potem rozpłakała się.
Trzy lata temu zmarł jej ukochany kot Abrskil, rudy, o zuchwałych żółtych oczach. Był jej przyjacielem przez dwanaście lat, a po jego odejściu nie chciała mieć innych.

Timur, gdzie mam wziąć kota? Ja… zawahała się. Potem go wyrzucicie.
Nie obrażaj, babciu – wtrącił się Daur. Po pierwsze, nikt nikogo nie wyrzuci. A po drugie, teraz będziesz musiała się trzymać.
A czym go karmić? Nie mam nawet mleka!
Pobiegnę! – zgłosiła się Amina.
Idę z tobą – odparł Timur. Jestem głodny, kupimy coś do herbaty…
W rzeczywistości Amina nie chciała iść z nim sam na sam, w jego spojrzeniu było coś niezręcznego. A kiedy podała mu zaproszenie na ślub, wziął je i bez uśmiechu powiedział:
Szkoda. A ja miałem nadzieję, że mam szansę.
Ale nie chciała się kłócić przy babci, a zabieranie ze sobą Daura było głupotą. Musieli iść we dwoje.
Niepotrzebnie się martwiła. Timur prawie nic nie mówił. Powiedział tylko, że bardzo martwi się o babcię i wyraził nadzieję, że wyzdrowieje. A kiedy Amina zapytała, czy Aslan przyjdzie na ślub, odpowiedział:
Oczywiście.
Nic więcej, chociaż było widać, że ma coś do dodania.
Kupiliśmy chałwę i chaczapuri, ale babcia odrzuciła poczęstunek, twierdząc, że sama gotuje lepiej. Daur chwalił jej włosy, Timur poprosił Aminę, żeby przymierzyła pelerynę i patrzył na nią zahipnotyzowany. Wieczór był ciepły, szkoda tylko, że nie było mamy, miała dyżur i nie było kogo ją zastąpić.
Amina wzięła telefon, żeby do niej zadzwonić, i zobaczyła wiadomości od Aslana. Okazało się, że zapomniała, że dzisiaj jest kolacja z jego rodzicami, a on jest wściekły, że jej nie ma.

Mówiłam, że jestem u babci, tłumaczyła się. Zdiagnozowano ją i…
Ona już swoje przeżyła, przerwał jej chłodno Aslan. Nie ma sensu psuć sobie życia. Wiesz, jak bardzo zmartwiła się moja matka?
Trzeba było się spakować i pędzić do domu, żeby uspokoić narzeczonego. Daur zgłosił się, żeby ją zawieźć, a Timur został z babcią.
W domu oczywiście wybuchła awantura. Aslan krzyczał, że jest nieodpowiedzialna, nie umie ustalać priorytetów. A kiedy zobaczył narzutkę babci, stwierdził, że jest okropna i nie pojawi się w niej na weselu.
Na próżno Amina miała nadzieję, że… Ale kiedy nadszedł dzień ślubu i Aslan ponownie próbował zmusić ją do zdjęcia peleryny, spojrzała mu stanowczo w oczy, odwróciła się i odeszła do babci, do Timura, do swojego nowego życia.
