Nie masz naprawdę żadnego litości? Właśnie położyłam dziecko do łóżka, a ty hałasujesz tak, że można by obudzić zmarłych!
Przepraszam, ale jest już dzień. Twoje dziecko to twój problem – odpowiedziała spokojnie Élodie, stojąc w drzwiach swojego mieszkania. Chcesz jeszcze czegoś?

Otrzeła pot z czoła z obojętnością. Kilka minut wcześniej była na bieżni, kiedy Anaïs ją przerwała. Za godzinę Élodie miała spotkać się z kolegami i przełożonym.
Krótko mówiąc, cisza nie była w planie.
Wstrząsasz naszymi ścianami! Nie możemy nawet zostać w naszym pokoju z twojego powodu! Czy przekształcanie swojego mieszkania w salę gimnastyczną jest legalne?
Tak samo legalne jak organizowanie rave’u w biały dzień. Anaïs, powtarzam ci: nie jest noc. Ludzie żyją, oddychają, pracują. Czego ode mnie oczekujesz? Żebym chodziła po własnym mieszkaniu na palcach? To się nie stanie – odparła Élodie, krzyżując ramiona.
Nawet się ze mną nie śmiejesz, prawda? A przecież kiedyś błagałaś mnie, żebym robiła mniej hałasu!
Tak, błagałam. A pamiętasz, co mi odpowiedziałaś? – szydziła Élodie. Teraz twoja kolej, żeby nie spać.
Anaïs zmrużyła oczy, jakby chciała wyryć w pamięci twarz swojej zaprzysiężonej wrogiej. Następnie, z oburzeniem prychając, odwróciła się i zniknęła na schodach. Wargi Élodie drgnęły nieznacznie.
Nie chciała się mścić, po prostu chciała żyć we własnym tempie. Ale miło było zauważyć, że życie czasami samo zajmuje się niesprawiedliwościami.

Anaïs i Élodie były sąsiadkami od pięciu lat. Kiedy Élodie się wprowadziła, Anaïs była jeszcze beztroską studentką, miłośniczką imprez z alkoholem. Jej rodzice płacili za jej czynsz, więc korzystała z ostatnich lat beztroski, nie martwiąc się o nic innego.
Często zapraszała przyjaciół, głośno słuchała muzyki, śmiała się i śpiewała piosenki, akompaniując sobie na kiepsko opanowanej gitarze. Cienkie jak papier ściany sprawiały, że mieszkanie Élodie stawało się nieoczekiwanym przedłużeniem tych wieczorów.
W tamtym czasie Élodie była jej całkowitym przeciwieństwem. Mimo że miała zaledwie dwadzieścia trzy lata, jej życie już przybrało mroczny obrót. Matka porzuciła ją jako dziecko, a ojciec, który sam się nią opiekował, został powalony przez chorobę. Ciotka trochę jej pomagała, ale to Élodie musiała dźwigać cały ciężar.
Porzuciła studia stacjonarne na rzecz porannej pracy jako sprzątaczka w hotelu, a następnie nocnej pracy jako kasjerka w supermarkecie. Jej jedyna chwila wytchnienia? Pięć godzin snu w ciągu dnia.
Te same, które Anaïs jej odbierała, oglądając filmy akcji i słuchając głośnej muzyki pop. Élodie próbowała spać w kuchni, potem w łazience, ale bezskutecznie. Pewnego dnia zapukała do drzwi Anaïs.
Czego chcesz? – warknęła młoda kobieta, wyglądając na zirytowaną.
Przepraszam, czy mogłabyś trochę ściszyć muzykę? Właśnie skończyłam nocną zmianę i chciałabym się wyspać.
Anaïs skrzywiła się, jakby zaproponowano jej ugryzienie cytryny.
To twój problem. W moim domu robię, co chcę. Jeśli ci się to nie podoba, wyprowadź się.

Élodie odeszła upokorzona, bezsilna. Tego dnia nie spała. Ani następnych.
Koledzy zasugerowali jej, żeby złożyła skargę.
Istnieją normy hałasu, nawet w ciągu dnia – powiedziała jedna z nich.
I co z tego? – odparła druga. Wiesz przecież, że w naszym systemie to nic nie da.
Élodie wolała się dostosować: kawa, waleriana, krótki sen w autobusie. Wkrótce pojawiły się migreny, wyczerpanie, bałagan w mieszkaniu. Marzyła, że zostanie zwolniona, że nie będzie mogła opłacić leczenia ojca. Pewnego razu nie obudziła się na czas i płakała na przystanku autobusowym.
Potem jej ojciec zmarł. Ból był potworny, ale po nim nastąpiła pewna forma wolności.
Ukończyła studia, znalazła stabilną pracę, a następnie stanowisko w trybie telepracy. Koniec z podwójnymi zmianami, koniec z obawami o koniec miesiąca.
W międzyczasie Anaïs wyszła za mąż i urodziła dziecko. Krzyki zastąpiły muzykę: płacz dziecka, kłótnie pary.
Czy zmiana pieluchy to zbyt wiele? To też twoje dziecko! krzyczała Anaïs.
A ty co robisz w ciągu dnia? Nic? odpowiadał jej mąż.
Élodie zakładała wtedy słuchawki.
Jej życie stało się spokojne: elastyczne godziny pracy, sympatyczni współpracownicy, zajęcia sportowe. W weekendy oglądali razem filmy. Nie było się czym przejmować, ale Anaïs nadal narzekała na cienkie ściany.
Dość tego! To wygląda jak sala gimnastyczna!

Czasami spotykała Anaïs w windzie. Rozkwitająca studentka stała się wyczerpaną kobietą z podkrążonymi oczami i matowymi włosami.
Możesz się mniej głośno śmiać – rzuciła pewnego dnia przez zaciśnięte zęby.
Anaïs, mieszkamy w budynku, a nie w lesie. Przestrzegam prawa. W czym problem?
„Żadnego” – mruknęła.
Élodie zakończyła bieg, wzięła prysznic i usiadła z herbatą jagodową. Na dole płakało dziecko.
Uśmiechnęła się. Nie ze złośliwości, ale dlatego, że nie była już na miejscu Anaïs. Nie musiała już biegać, błagać o minutę snu.
I dlatego, że teraz Anaïs rozumiała.
